Relacja z Muzeum Magii i Czarownictwa w Boscastle i ważny polski wątek



Jako przyjaciel Muzeum Magii i Czarownictwa musiałam wpaść z sezonową wizytą. Jest to jedno z tych niewielu wyjątkowych miejsc, w których można porządnie zachłysnąć się magią i inspiracją. W pobliskim lesie, kawałek za muzeum znajduje się kościółek Minster z cmentarzem. Znajdziecie tam grób czarownicy Joan Wytte oraz świętą studnię. Atmosfera tam jest naprawdę niezwykła, polecił mi to miejsce jeszcze sam Graham King, poprzedni właściciel muzeum. Wróćmy jednak na chwilę do tematu głównego, opowiem wam skrótowo o historii tego miejsca.

Pierwsze tego typu muzeum powstało z inicjatywy Cecila Williamsona w Stratford-upon-Avon, jednak po lokalnych protestach mieszkańców, zostało ono przeniesione na Wyspę Man. Działało tam one pod nazwą Folklorystycznego Centrum Zabobonu i Czarownictwa i zamieszkiwał je Gerald Gardner.  Po jakimś czasie osobiste różnice i  rozbieżne wizje sposobu prowadzenia muzeum spowodowały, że Cecil założył kolejne muzeum już sam, tym razem w Boscastle, w Kornwalii w 1960 roku. Ostatecznie Muzeum wylądowało w rękach Simona Costina, dyrektora Muzeum Folkloru Brytyjskiego. W 2015 roku nazwa muzeum została zmieniona na Muzeum Czarownictwa i Magii, aby lepiej oddawać treść zebranych kolekcji i muzealnych zainteresowań.

Obecnie kolekcja obejmuje 3000 różnorakich obiektów magicznych i ponad 7000 książek. Poniżej przedstawię wam cytaty, obrazy i teksty, które wpadły mi w oko podczas moich odwiedzin i pracy w archiwum. Być może coś was zainspiruje. W trakcie moich niewielkich badań pojawił się też dość ważny wątek spotkania Geralda Gardnera z pewnym Polakiem. Ale wszystko po kolei, choć wiem, że niektórzy już teraz zacierają ręce.

Tobar na Brid, Studnia Brid, Stewart Farrar 1976

Powyższy obraz Stewarta Farrara przedstawia Boginię Brid jako krajobraz. Jej płomienne włosy reprezentują  góry Wicklow, a w jej rękach płyną dwie rzeki, The Derry and Slaney. Jej pępek jest zaś studnią Brid w Zamku Clonegal, County Carlow (dom Fellowship of Isis, które honoruje Boginię w jej wielu formach).
Obraz urzeczywistnia starożytną myśl o Bogini Ziemi:

''...to czasem ta wczesna Bogini lądu, jest tą najsilniej do nas przemawiającą: we wzgórzach oraz w dolinach, rzekach i jeziorach, we wschodzie i zachodzie słońca, w cyklu Księżyca i w kole roku - ona tam jest...
Ta prehistoryczna postać Bogini, nienazwana i nieznana, która była lądem...
''

                                                                    - fragment z książki pt. "Bogini Ziemi" Cheryl Straffon.

''Wspomóż mnie przy wznoszeniu starożytnego ołtarza,
tego, przy którym przez wszystkie minione dni ludzie oddawali swą cześć,
Wspaniały ołtarz wszechrzeczy;
Wszak w dawnych czasach to Kobieta nim była.
''

Obraz ten na pewno znacie ze zdjęcia zamieszczonego w 'The Witches Bible' Farrarów, prezentowanego poniżej:



Bicz rytualny i athame Alexa Sandersa


Kolejno od lewej: urna na kadzidło, piszczałka wraz z rogową różdżką i kadzielnica, którą podobno Alex Sanders otrzymał od samego Aleistera Crowleya. Używanie dzwonków w rytuale jest praktyką starożytną. Chronią one przed złymi duchami i złym okiem. Współcześnie Tancerze Morris kontynuują tradycję noszenia tego typu pasów z dzwonkami. Sznury rytualne - długie na 9 stóp, używane w magii sznurów, a także do oznaczenia granicy świętego kręgu.

Ceremonialny ołtarz Alexa Sandersa z płyty łupkowej, z symbolami czterech żywiołów oraz hexagramami.

Luźne notatki biblioteczne Alexa Sandersa na temat Magii oraz Czarownictwa

Księga Cieni Geralda Gardnera 


Powyższe artefakty były wystawione w Muzeum czarownictwa jeszcze na Wyspie Man. Stanowiły one część prywatnej kolekcji Geralda Gardnera, a po jego śmierci zostały wyprzedane Muzeum ''Believe it or Not'' Ripleya w San Francisco. Przedmioty zostały zwrócone Muzeum Czarownictwa w 2012 roku przez anonimowego ofiarodawcę. Gardner opublikował książkę o świętych nożach - obiekty pośrodku gabloty idealnie oddają jego zainteresowanie tym tematem. Miniaturki te często były używane jako amulety ochronne.


Luźne rytualne notatki Geralda Gardnera spoczywające na jego kapeluszu

Maszynopis zawiera opis operacji magicznej która ma przyciągnąć pomyślność. Operacja ma się odbyć w ciepłym pokoju i musi zostać przeprowadzona w pierwszej godzinie czwartku. Gerald zaleca gorącą kąpiel na środowy wieczór i odbycie rytuału będąc przodzianym w niebo. Następnie mówi o wyrysowaniu potrójnego kręgu słowami ''Athor, Malcus, Ve Guverah, Ve Gudular, Le Olam''. Zwróćcie uwagę na jego literówki - zamiast Atah, Malkuth itd. ;)


Hitler - poduszka do szpilek. Podczas drugiej wojny światowej poduszki te były masowo produkowane. Magazyn The Reader's Digest z marca 1941 roku sugerował aby publika wyrabiała laleczki Hitlera i wbijała w nią szpilki. Artykuł nawet zawierał piosenkę która mogła być nucona w trakcie wykonywania tego rytuału:

Istan, przybądź i wspomóż nas,
wbijamy gwoździe i igły,
wbijamy szpilki i igły
w serce Adolfa Hitlera.
Wbijamy gwoździe i szpilki, wbijamy szpilki i igły,
Koty zakleszczą swymi pazurami jego serce w ciemności
a psy będą je gryźć w nocy.

Notatniki Doreen Valiente w Bibliotece, niektóre nietypowo ceremonialne, co mogłoby zaskoczyć wielu badaczy.

Strona z eksperymentalnego notatnika Doreen Valiente z jej poezją

Jest to wiersz-zagadka o podróży astralnej, zawierająca parę ukrytych wskazówek dla spostrzegawczych, z 10 lipca 1998 roku.


Certyfikat rejestracji nr. 1121946 od Doreen Valiente

Tego typu karty rejestracyjne wydawano dla tysięcy immigrantów w Londynie, których w ówczesnej terminologii prawnej nazywano ''obcymi''. Były to osoby które przybyły do Londynu między 1918 a 1957 rokiem. Żony ''obcych'' momentalnie traciły swój Brytyjski status w momencie zawarcia z nimi małżeństwa. Przez małżeństwo z Casimiro Valiente (uchodźcą z hiszpańskiej wojny domowej), Doreen musiała taki certyfikat posiadać.
''Obcy'' byli zobligowani przez prawo rejestrować się w lokalnej komendzie policji od roku 1914. Musieli uiścić odpowiednią opłatę i w zamian otrzymywali taki oto dokument podobny do powyższego.

                                                                   ***

W archiwum możemy także znaleźć wiersze Geralda Gardnera - ''Czarownica pamięta swoje ostatnie wcielenie'' i ''Przemawia Wielki Mistrz Templariuszy Alistair Crowley''(pisownia oryginalna zachowana).


Dokument znany jako G11  - świąteczny rysunek Geralda Gardnera dla Cecila Williamsona, prawdopodobnie z 1953 roku

Polski wątek 

Jest nim list Geralda Gardnera do Cecila Williamsona ze stycznia 1951 roku (znany jako dokument G39), dotyczący spotkania z wiejskim zielarzem z Polski, rzekomo należącym do zorganizowanej grupy ezoterycznej. Osoba z którą spotkał się Gardner pragnie rozpocząć czarowniczy zryw w Edynburgu i przetłumaczyć High Magic's Aid na język polski. Mężczyzna nazywa się PILKEWIC, a więc prawdopodobnie Pilkewicz lub Pilkiewicz. Nie wiemy też kim jest tajemniczy doktor z Krakowa. Możemy się domyślać, że Gardner często poszukiwał śladów innych czarownic. Przyjrzyjmy się więc poniższemu listowi:

''Polacy są raczej klapą. Pojechałem tam i był to ogromny Polski Szpital, gdzie powiedzieli mi, że nikogo o takim imieniu nie mają. (..) W końcu przyprowadzili wysokiego, chudego mężczyznę z ogoloną głową. Nie mogłem zrozumieć ani słowa z tego co mówił. Ostatecznie wziął mnie na stronę i załatwił tłumacza. Mężczyzna zwie się Pilkewic, pokazał mi fotografię ze swojego Kabaretowego występu w szpitalu, który poprowadził wtedy z pewną kobietą. Jest swojego rodzaju wioskowym zielarzem, wykonuje różne amulety dla zwierząt i pszczół oraz zna niektóre nagie tańce służące ogólnemu zapewnieniu dostatku i szczęścia dla plemienia (tak jak potrafią to Czarownice), ale nigdy nie był inicjowany. Jest bardzo zainteresowany głębszym poznaniem ziół, jednak bez odpowiedniego zielnika czy ogródka czuje się bezużyteczny (..). To co mógł mi powiedzieć o ofiarach (inkwizycji przyp. autorki) było tym samym co prezentował mi Zielnik i moja książka czarownicza. Ale W.S. Weislo, Historyk, jest inny. Jest wykształconym człowiekiem i należał do organizacji, którą założył Dr. Socceberzoveig w Krakowie. Doktor miał tam duży dom z rozległymi piwnicami w których się spotkali. On też miał swoje miejsce na wsi, które w okresie letnim przemieniało się w Obóz nudystów. Były tam Grupy Chłopców & Grupy Dziewcząt, a każda szóstka posiadała Lidera. (..)

Po jakimś czasie przechodziłeś rodzaj mniejszej inicjacji. Było to tajne, ale nie składano żadnej przysięgi. Rozpoznał mnie jako brata, więc powiedział mi o tym wszystko. Przez tę więź, w miarę upływu czasu, byli następnie brani do prawdziwego zakonu, gdzie wybierali już swoich ludzi. Ten drugorzędny zakon był mieszany. Znaczną część symboliki w inicjacji, którą przeszedł, nie rozumiał, ale Ja rozumię.

Główną różnicą wydaje się, że podczas gdy nasze czarownice używają mieczy i noży, Polacy używają również patyków z drewna bukowego* (różdżki?), na szyi noszą bursztynowy koralik zawieszony na miedzianym łańcuszku. (..) Oczywiście, że on nie wie, co zawierają wyższe stopnie, ale wydaje mi się, że z tego, co mówi, główna idea jest taka sama. Choć prawdopodobnie zostało to opracowane przez jakiegoś poważnie myślącego niemieckiego metafizyka, który próbował wepchnąć do niego filozofię niemiecką, którą przygładził, uprzyzwoicił i pozbawił jej radości życia.

Inicjował już około 12 osób i chce rozpocząć zryw w Edynburgu, gdzie mieszka. Myśli, że jeśli wszystko ruszy jak trzeba, to będzie mógł sprowadzić kogoś z Polski, kto posiadł wiedzę wysokiego stopnia. Mówi mi, że znał ponad 100 osób w tym ruchu, gdy miał 18 lat i byli też inni zrzeszeni w innych miastach. Potem przyszła wojna. Z tego co wie, wszyscy zostali wysłani do niemieckich obozów koncentracyjnych i tam zmarli, ale teraz kiedy rozmawialiśmy o wszystkim, proponuje byśmy pisali ze sobą i nawiązali dalszy kontakt by zobaczyć, co można zrobić. Nie powiedział tego głośno, ale myślę, że w połowie uważa, że jeśli nie dostanie polskiego rytuału, może spróbować pracować z rytuałem angielskim, ale oczywiście wolałby pracę nad polskim rytuałem, jeśli zdoła go zdobyć.

Odnośnie szat rytualnych, oni na początku otrzymali coś w rodzaju rzymskiej togi z szorstkiego płótna - ładne i ciepłe. Ściągnęli je gdy było wystarczająco ciepło, a niektórzy nawet próbowali rytualnego tańca w majową noc, ale gdy tylko lekarze o tym usłyszeli był okropny raban z tego powodu. Stąd teraz nie może zrobić nic, dopóki mu się nie polepszy i nie będzie z powrotem w Edynburgu, gdzie ma duży pokój w którym mogą zamknąć drzwi. Proponuje mi przetłumaczenie High Magics Aid na język polski, aby korzystać z niej jak ze swego rodzaju podręcznika, dopóty dopóki nie dostaną swoich własnych. Mówi, że książka opowiada więcej niż wszystkie niemieckie książki, które dane mu było przeczytać na ten temat. Prosi o jakąkolwiek pomoc, którą możemy mu ofiarować, a szczególnie chce byśmy przedstawili go szkockim czarownicom. Nie znam żadnych, choć jestem pewien, że na pewno jakieś istnieją. Przy okazji, prześlij mi kontakty do tych londyńskich czarownic, które cię odwiedzają. Muszę zobaczyć się z doktorem we wtorek i dopiero wtedy się dowiem, kiedy wrócę na wyspę. Właśnie wróciłem i jestem bardzo zmęczony. Pensjonat, w którym się zatrzymałem, to piękny, stary dwór ze straszącym duchem. Wiktoriański kamerdyner z bocznymi, wąskimi wąsami!!!!!! Ale nie przyniósł mi żadnego szampana.

Wszystkiego, co najlepsze dla ciebie,

Twój Gerald''



Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się rozbudzić waszą ciekawość. Jest to jedynie niewielka część kolekcji tego wspaniałego muzeum. Pamiętajcie o wspieraniu Muzeum poprzez polubienie ich profilu na Facebooku, lub dołączenie do grona przyjaciół Muzeum w tym miejscuZarządzający i ich wolontariusze wykonują naprawdę kawał świetnej pracy. Koniecznie zajrzyjcie do muzealnej biblioteki.





---------------------------------------
* transkrypcja muzeum mówi o beech wood, czyli drewnie bukowym, jednak na oryginalnie napisanym liście wygląda mi to na black wood - możliwe, że to jakieś ciemne, egzotyczne drewno. Sugeruję się literami 'a' i 'l' które u Gardnera wyglądają dość specyficznie i za nic nie wygląda mi to na dwa 'e', a że wizualnie dużo wyłapuję to może akurat tutaj mam rację ;) Pozostawiam wam poniższy fragment do dyskusji:



Wszystkie tłumaczenia są mojego autorstwa, starałam się jak najlepiej odzwierciedlić przekaz



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz